Mój pomysł, część I

Najlepszy pomysł

Mój pomysł jest najlepszy. Mój pomysł rozwiąże nasze problemy. Mój pomysł najlepiej się sprzeda. Mój pomysł zaskoczy wszystkich. Mój pomysł zasługuje na największy szacunek i uznanie. Mój pomysł. Współczesne środowisko pracy wymaga od nas kreatywnej pomysłowości. Esencją dzisiejszego wpisu będzie ewaluacja naszych idei, na obiektywnym oraz na podświadomym poziomie. Zazwyczaj obserwuję 2 typy zachowań w sytuacjach przerzucania się ideami (burze mózgów, prototypowanie itp.):

  • Mój pomysł jest najlepszy – będę o nim mówić, będę o niego walczyć, żaden inny się nie liczy
  • Mój pomysł jest najgorszy – nie będę o nim mówić – to nie ma sensu, nie będę go forsować, bo po co?

Tym razem chciałbym przeanalizować najlepsze pomysły, jak wpływają one na dynamikę grupy, jak takie pomysły traktujemy kontekście improwizacji i jak takie pomysły ewaluować.

Najlepszy pomysł a grupa

Na pewno zdarzyło wam się niejedno spotkanie, w którym jeden pomysłodawca (nazwę go Pan Poprawny – być może wy jesteście jednym z nich) zmonopolizował dyskusję i forsował swój punkt widzenia nie zważając na innych. Reszta grupy próbowała coś powiedzieć, ale padała po kolei pod gradobiciem argumentów torpedujących ich pomysły przy jednoczesnym wychwalaniu rozwiązań Pana Poprawnego. Sytuacja robi się jeszcze gorsza, gdy wspomniany Pan Poprawny jest menedżerem zespołu, który się spotyka. Ewentualna dyskusja jest utrudniona przez relację hierarchiczną (kto o zdrowych zmysłach krytykuje swojego przełożonego?).

Mam do takich osób kilka pytań – po co się spotykamy? Skoro jest już jedyny słuszny, doskonały i bezkonkurencyjny pomysł? Jak czuje się reszta osób obecnych na spotkaniu? Co przemawia za tym, że twierdzę, że ta idea jest najlepsza? Tak jak w teatrze improwizowanym tzw. Oferty (czyli najprościej mówiąc pomysły, które proponuję mojemu partnerowi scenicznemu) podlegają ocenie naszej, partnera i publiczności, tak i w sytuacjach zawodowych te pomysły podlegają ocenie innych. Teoria improwizacji mówi, by w takich sytuacjach odstawić swoje ego na bok i spojrzeć na sytuację tak trzeźwo jak się da. Nie oceniać pomysłów mojego partnera, tylko ich wysłuchać i iść za nimi. Każdy na scenie powinien mieć swoje “5 minut”, więc każdy ma szansę wykreować swoją postać i treść, by dać komizm scenie. Jeśli regularnie odrzucamy ofertę partnera (pomysły grupy), to w dalszej perspektywie nie będzie on chciał z nami grać (dawać swoje pomysły na spotkaniach).

Prostą ewaluacją improwizatora jest odpowiedź na pytanie: czy lubię grać z tą osobą? Niech taką prostą ewaluacją w świecie zawodowym będzie: czy lubię tę osobę na spotkaniach kreatywnych? Czy akceptuje/neguje moje pomysły? Czy to ja mam najlepsze pomysły i jestem Panem/Panią Poprawnym/ą? Dlatego do wszystkich, którzy (włącznie z autorem) mają najlepsze pomysły na świecie – postarajcie się:

  • Usunąć ego z oceny waszego pomysłu (sam często łapię się na tym, że mimo, że ktoś ma lepsze rozwiązanie, nie odpuszczam mojego z powodów czysto egoistycznych)
    Wysłuchać innych (na początku było mi strasznie trudno akceptować rozwiązania grupy. Z czasem zacząłem z nich korzystać – słuchanie pomysłów innych poprawiało jakość moich)
  • Nie przechodzić za szybko do oceny i wyłonienia najlepszego (zbyt wiele dyskusji w korporacji zakończyło się przedwcześnie z powodu moich ataków na pomysły innych. Nauczyłem się, że dobrze jest, gdy można puścić wodze fantazji, wygenerować wiele rozwiązań, a najlepsze wybrać na końcu)
  • Jeśli jesteście menedżerami, wprowadźcie swoją tajną, wewnętrzną zasadę, że najpierw wysłuchacie swoich podwładnych, a własne pomysły przedstawicie na końcu i dyskutujecie je wspólnie (kiedy kierowałem zespołami, miałem czasem tendencję do zbyt autorytarnego podejścia – moje zdanie liczyło się najbardziej, dyskusje nie miały sensu, bo i tak wiedziałem najlepiej. Impro nauczyło mnie, by zespół czuł się zawsze doceniony, mógł wyrazić swoje zdanie. Słuchanie podwładnych zawsze dawało mi inspirację lub było bodźcem do zmiany rozwiązania)
  • Usunąć wszelkie aspekty personalne z procesu oceny (każdy z nas ma swoich nemezis w środowisku pracy. Miałem tendencję do niesłuchania takich osób. Do zabijania ich pomysłów. Impro nauczyło mnie, że w pracy – jak na scenie – jesteśmy przede wszystkim zespołem. Mogę kogoś nie lubić, ale to nie zmieni trzeźwej oceny jego/jej pomysłów)

Dywergencja -> konwergencja

Tak jak w improwizacji teatralnej, tak w procesie kreatywnym w biznesie, z chaosu, z niczego chcemy uzyskać wartościową scenę lub produkt. Ludzie z najlepszym pomysłem, pozwólmy sobie na kilka minut chaosu bez oceny innych. Pozwólmy sobie na dywergencję, na różne idee, na trochę luzu, zanim dopadnie nas spinająca ocena. Lepiej wybierać z 30 różnych pomysłów, niż z jednego czy dwóch rzuconych przez Panów Poprawnych. Czas na ocenę na pewno nadejdzie, wybierzemy najlepszego kandydata, ale nie zabijajmy kreatywności w zarodku. Odrzućmy ego, niech pomysły nie będą najlepsze, bo moje. Pozwólmy sobie, by docenić innych. Pozwólmy sobie na uczciwą konkurencję na rynku idei. I pozwólmy sobie czasem przegrać, jeśli wygrywa nie mój, a rzeczywiście dla organizacji najlepszy.

P.S. Za jakiś czas wrócę do tego tematu, tym razem z perspektywą najgorszych pomysłów.